Cygan

W pewnym wieku nie po to człowiek bierze książkę do ręki, żeby się denerwować.
(Jerzy Pilch - Dziennik)

Bez zmian

Na Zachodzie bez zmian - Erich Maria Remarque

Sterta fiszek z nowymi tytułami, które warto byłoby przeczytać - w żaden sposób nie chce zmniejszyć swojej objętości. Przeciwnie stale rośnie. Mimo tego bez wyrzutów sumienia połknąłem starą jak świat klasykę.

 

Nadal przekonuje mnie jej wymowa. I pamięć, że najwięcej antywojennej literatury powstało po pierwszej, a przed drugą wojną światową. I to, że już w 1933, cztery lata po pierwszym wydaniu stała się w faszystowskich Niemczech książką zakazaną.

 

Przekonuje mnie.

W przeciwieństwie do doniesień o sukcesach polityków w działaniach na rzecz światowego pokoju.

72 litery

Siedemdziesiąt dwie litery - Ted Chiang

Zbiorek to... 18 lat pracy autora. Nie za dużo tego, ale w tym konkretnym przypadku jakość skutecznie rekompensuje ilość. Jest logicznie, spójnie, intelektualnie – naukowo wręcz. Gość naprawdę wie, co pisze. Zna dziedzinę, w której się porusza.

 

Każde opowiadanie to zestaw zaskakujący. Jedyne co je łączy, to osoba autora. Różni je wszystko: forma; miejsce akcji; okoliczności; pomysł i świat (uniwersum), w którym dzieje się historia. Właśnie takie nagłe przeskoki okoliczności są przyczyną „zaburzeń” zdumionego czytelnika. Mówiąc wprost – skupienie w jednym miejscu takiej liczby pereł ma skutki uboczne w postaci rozbieganych myśli i urywanych zdań na temat tego co się właśnie przeczytało. Lepiej byłoby dawkować je pojedynczo, z przerwami, z czasem na przemyślenie. Tak – dokładnie to miałem na myśli. Są skonstruowane tak, że nie da się zostawić historii, którą się właśnie skończyło i pójść dalej.

 

Również dlatego nie można bezpiecznie komentować treści tak, żeby nie odebrać komuś przyjemności z lektury. Mam swoje preferencje i tylko odrobinę, minimalnie odsłonię co mnie konkretnie porwało i oczarowało.

 

WIEŻA BABILONU – za rewelacyjny koncept

 

ZROZUM – mistrzostwo świata za całość, absolutny numer jeden całego tomu

 

WYDECH – za cud (cud czyli coś niewyobrażalnie wyjątkowego i zaskakującego) uniwersum i wszechświat zamknięty na kilku stroniczkach

 

KUPIEC I WROTA ALCHEMIKA – za niepopularną, ale bardzo ważną mądrość przemyconą w historii jakby żywcem wyjętej z „Księgi 1001 nocy”

 

CO MA CIESZYĆ OCZY – za... niemówiłem ;)

 

72 LITERY – za wspaniałe uniwersum

 

HISTORIA TWOJEGO ŻYCIA oraz DZIELENIE PRZEZ ZERO – za wyjątkową „przestrzenność” i smutną piękność tych historii

 

 

 

Książka trafiła do mnie znienacka.

Nie szkodzi.

Niewiele jest lepszych tematów do dyskusji, niż kilka osób zarażonych entuzjazmem i czytających tę samą pozycję :)

Zbyt głośna samotność

Zbyt głośna samotność - Piotr Godlewski, Bohumil Hrabal

„przez szklaną ścianę widziałem ciężarowe samochody, jak przywoziły paczki z książkami, ułożone równo aż po burty, całe nakłady książek, idące prosto na przemiał, zanim choćby jedna stroniczka zatruje ludzkie oczy, ludzki mózg i serce”

 

Książki to niebezpieczna rzecz. Przez nie można zostać „wbrew własnej woli wykształconym”. A to oznacza spotkanie z prawdą. Ale zamiast wyzwolenia, prawda staje się przyczyną samotności. Krzyczącej samotności, której nie ma ani jak, ani z kim podzielić. Zostaje tylko rozmowa z samym sobą. Monolog wewnętrzny.

 

Jak wreszcie z taką wiedzą można pracować w składzie makulatury?

Można – jeśli wcześniej stępi się swoją wrażliwość dwoma litami piwa.

 

ZBYT GŁOŚNA SAMOTNOŚĆ to książeczka, która wiele lat krążyła wśród ludzi w przepisywanych maszynopisach, zanim doczekała się swojego prawdziwego wydania. Niewiele ponad 100 stron, pełnych smutnych – ale poetyckich refleksji. Miałem wrażenie, że zanurzam się w czeską wersję „451 stopni Fahrenheita”.

 

Ech! Jak ten Hrabal pięknie składa słowa...

Apokryf

Ostatnie Kuszenie Chrystusa - Nikos Kazantzakis

- Bóg świadkiem, że nasze dusze są ochocze – zaczął niepewnie Piotr – ale ciała...

- Zamknijcie się do licha! Kiedy dusza jest ochocza, ciało nie ma nic do gadania. (…) Spójrzcie tchórze, spójrzcie na mnie. Cały posiniaczony, ubranie w strzępach, podbite oczy. I dlaczego? (…) Bo stanąłem w obronie waszego Mistrza. Ja walczyłem z całym tłumem – ja, ja karczmarz, zawszony Cyrenejczyk! A dlaczego to zrobiłem? Może niby uwierzyłem, że jest Mesjaszem i jutro zrobi ze mnie wielkiego pana? Nic z tych rzeczy! Z szacunku dla samego siebie i wcale tego nie żałuję!

 

Chyba największą krzywdę, jaką zrobiono tej powieści było przedstawienie jej, jako obrazoburczej. Fakt – autor gwiżdże koncertowo na teologiczne standardy, ale w tym przypadku – a wydaje mi się, że jest to przypadek odosobniony – nie ma tu założonej uprzednio złośliwości, kpiny, prowokacji, która miała zapewnić sukces nowej powieści. Nie na tym wypada się skupić.

 

To nie jest książka ani dla materialistów, ani dla agnostyków. Raczej dla wszystkich, którzy nie potrafią niczym zapełnić głębi, jaką w sobie odkryli. W GREKU ZORBIE wszystko było na wierzchu, blisko. Bardzo człowiecze i bardzo ludzkie. W KUSZENIU Powszechna znajomość głównego bohatera Jezusa - przesłania nieco serce autora (i wydaje mi się, że również jego intencje).

 

Wpadamy w historię człowieka, który nie mieści się w ramach materialnego i czasowego świata. Ale nie mieści się również w ramach dostępnego świata duchowego. To człowiek, który wierzy. Wierzy boleśnie, samotnie, bez oparcia w czymkolwiek i w kimkolwiek.

 

I nie da się nie zauważyć, jak bardzo bliska jest taka postawa Kazantzakisowi, jak bardzo wydaje się ją rozumieć i współodczuwać. Jest odbiciem potrzeby, której nie dało się spełnić w sposób formalny. Niesamowite i piękne.

 

Czym jest „prawda”? Czym „fałsz”? To, co daje ludziom skrzydła, co tworzy wielkie dzieła i rozświetla dusze, to co wznosi człowieka ponad ziemię – to wszystko jest prawdą. To, co pozbawia go skrzydeł, jest fałszem.

 

Całość

Wicehrabia przepołowiony - Italo Calvino, Barbara Sieroszewska

Trochę nie wiem na co najpierw skierować czytelniczą uwagę i od czego zacząć swoje zachęty.

 

Jest świetny język.

 

Jest baśniowa historia od której słuchania bezwiednie otwierają się usta:

Wicehrabia stracił na wojnie połowę ciała.

Udało mu się przeżyć i wrócić żywym do domu.

Szybko jednak okazało się, że przeżyła jego gorsza połowa.

 

Ale wszystko to jest dopiero początkiem historii.

O czym pisze Calvino?

O dobru i złu.

 

Spokojnie – to nie jest tanie moralizatorstwo.

Jest inteligentnie żartobliwie, ale w żadnym momencie nie prostacko.

Za to bardzo prosto i naturalnie.

 

- E, wbiłaś sobie coś do głowy, przesadzasz – odpowiedzieli, jak to zwykle starzy odpowiadają młodym; o ile to nie młodzi odpowiadają tak starym”

 

O tym dobru i złu, które siedzi w człowieku.

Razem z autorem przyglądamy się, co je rozgranicza?

I czy da się żyć będąc tylko połową siebie samego?

 

Italo Calvino tworząc swoje baśnie zachwycająco opowiada historie o nas samych.

Żartobliwa gawęda w niejednym miejscu potrafi gwałtownie zatrzymać czytelnika (jak wprawny jeździec osadza konia w galopie).

Nie ma się gdzie śpieszyć.

Zanim zrobimy krok dalej – poznajmy siebie lepiej.

Skąd jesteśmy?

Jacy jesteśmy?

Dokąd idziemy?

I właściwie po co?

Siddhartha

Siddhartha (audiobook) - Hermann Hesse

Wpisując zamiast komentarza, opinii, recenzji - tekst piosenki napisanej przez wrażliwego człowieka - może choć troszkę wyczułem za czym tęsknił Hesse tworząc Siddharthę

 

 

 

Pan śpiewak, świat widzi ponuro:
Wciąż tylko o stosach i grobach;
Pan wiesza, poddaje torturom,
Głos pana to wieczna żałoba,
Że trwają - pan za złe ma murom,
A mnie się to życie podoba!

- Proszę pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i w jego złudzie;
Ale człowiek dąży ku zgubie,
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.

- Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści,
A najgorsze - jeszcze się przyśni;
W cierpieniu - wszyscy są właśni.
Pan mówi, że życie to czyściec,
A oni pragnęliby baśni.

- Proszę pani, przecież to robię.
Opowiadam baśnie, choć smutne -
Kim by był niepojęty człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej?

- Właśnie, prawda. O co pan pyta?
Obcy panu brak wątpliwości.
To pan śpiewa, co pan przeczytał:
Po prostu świat w książkę uprościł.
Pan gra, kiedy wszechświat zgrzyta.
Pan przeczy człowieczej miłości!

- Proszę pani, cierpieć się staram.
Starczy spytać żony i dzieci.
Kocham. Miłość - księga stara,
Którą warto Bogu polecić.

- Właśnie, Bóg. Pan Boga nie lubi,
Ale mówi, że wciąż Go szuka.
W pańskich trwogach można się zgubić.
Pan publicznie z losem się czubi:
Jaka z tego dla nas nauka?

- Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski -
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy - diabli, czyśćcowy i boski.

 

https://www.youtube.com/watch?v=Yz1Nc1-QOkg

Człowiek, który umie patrzeć

Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści - Jerzy Pilch

Nie da się ukryć, że lubię prozę Pilcha. Chyba nawet trochę za nią szaleję. Szczególną przyjemność daje słuchanie jego książek. Jeśli przy tym również lektor jest jego fanem – przyjemność jest podwójna.

 

10 opowiadań zgromadzonych w tomiku dotyka różnych, także pikantnych tematów. W sposób przekonujący historie opowiadane są w pierwszej osobie. Jednak to, co zaczarowało mnie zupełnie – to wspomnienia. Wiślańskie historie rodzinne to baśnie, opisywane słowami kogoś, kto widzi przeszłość i przyszłość – a także wnętrze, uczucia i myśli swoich bohaterów. Nie tylko widzi, ale patrzy na nie ciepło, cierpliwie, z miłością. Czy można okazać większą życzliwość i szacunek?

 

I nie ma znaczenia czy rzeczywiście wszystko to miało miejsce. Bohaterowie opowieści są piękni tacy, jakimi opisał je Pilch. Trochę boscy i bardzo, bardzo ludzcy.

Otwarte oczy

Nigdziebądź - Neil Gaiman

Wydawałoby się, że od lektury książek Gaimana można oczekiwać wyłącznie dobrej rozrywki. Rozrywka rzeczywiście jest tu doskonała. Ale ta konkretna historia fantasy pozszywana jest z drobin zwykłej rzeczywistości. Szarawe kawałki składające się na: dzień dobry, do widzenia, śniadanie, biuro, lunch, wieczorny mecz w telewizji - i to wszystko co zdarza się pomiędzy nimi.

 

Mozolnie, powoli, opornie – bohaterowi (i nam) otwierają się oczy. Wizja Gaimana przedmioty, miejsca, sytuacje i zdarzenia znane z naszej codzienności zmienia w świat równoległy – funkcjonujący tuż obok, pod nogami, za ścianą, nad głową. Jest tam – ze swoją dziwną logiką i żelaznymi zasadami.Świat z rzeczy, ludzi oraz istot… o których zapomnieliśmy. Szeroko otwarte oczy można co prawda zamknąć. Ale najfajniejsze jest to, że tego co się widziało, nie da się już potem ani zignorować, ani zapomnieć.

 

PS.

Klimatem jesteśmy niepokojąco blisko zdarzeń (snów?), które spotkały pewną Alicję. Jest tu mnóstwo zabawy słowami i poza tym sporo skojarzeń, dygresji, odnośników - do dobrej literatury. Nie byłem w stanie sprawdzić tego osobiście, ale jeśli wierzyć mądrzejszym ode mnie - oryginał od nich, aż kipi. A nie zawsze widać to w tłumaczeniu.

Warto być przyzwoitym

Warto być przyzwoitym - Władysław Bartoszewski

Zaskoczenie i emocje których doświadczałem czytając - nie wynikały z niezwykłości literackiej tej pozycji. To kilka niezależnych dokumentów – wspomnień, przemówień, krótkich opracowań naukowych. Niesamowity jest obraz człowieka, który za nimi stoi. Wartości, emocje, zasady – których nie ma co prawda w warstwie słownej – ale mimo to są wyraźne i czytelne. Nie są schowane – ale nie narzucają się również nachalnym „ja, ja, ja”.

 

Oświęcim łamał i piętnował tych, którzy go przeżyli. Myślę, że w tym konkretnym przypadku stworzył człowieka cierpliwego, konsekwentnego, odważnego (w najlepszym znaczeniu tego słowa), pełnego szacunku do innych. Człowieka, który nie dał się już później zastraszyć, zniechęcić, złamać – ani okolicznościom (więzienie), ani ideologiom (ludziom, którzy za nimi stali), ani głupocie (ta zwykle jest okropnie hałaśliwa). I nie miał też w sobie potrzeby odgrywania się na innych.

 

To dar móc zasypiać i budzić się spokojnie.

W zgodzie z sumieniem.
Prawym sumieniem.

To jest dopiero wolność.

Warto być przyzwoitym.

Smutno

Zakazane wrota - Tiziano Terzani, Krzysztof Żaboklicki

Trochę za późno, od chwili napisania, książka trafiła w moje ręce. I bez niej wiedziałem, jakim alogicznym i bezsensownym systemem jest komuna.

 

Co można myśleć o kraju, który perfekcyjnie i konsekwentnie zdeptał w proch całą swoją kulturę. Zaparł się jej i wymazał z głów nowych pokoleń. Co myśleć o ludziach, którzy lepią teraz ocalałe resztki bez ładu i składu – za to ku uciesze i fascynacji zagranicznych turystów.

 

To bardzo smutne reportaże. Nie ma powodu sądzić, że zdarzenia opisywane w poszczególnych historiach są dobrane tendencyjnie, złośliwe – z celową szkodą dla bohaterów. Z drugiej strony żal autora – Europejczyka zakochanego w Kraju Środka, widoczny jest prawie na każdej stronie. Podzielam ten smutek. Ale dodaję do niej złośliwą nutkę. Żaden system ideologia, pogląd - który nie jest w stanie uszanować przeszłości, który nie zachowuje i nie buduje szacunku do ludzi – nie jest warty mojego podziwu, ani nawet uwagi.

Witold Rychter

 

Kierowany wakacyjnym impulsem sięgnąłem po książkę, która mocno „namieszała” kiedyś w moim chłopięcym umyśle. Drugie wydanie DZIEJÓW SAMOCHODU było jak na rok 1979 ewenementem wydawniczym – 451 stron, prawie 900 ilustracji. Z tego wiele oznaczonych: archiwum autora. Do tego pełna szczegółów treść przekazywana gawędziarskim tonem. W rozdziałach poświęconych początkom polskiej motoryzacji aż kipiało od anegdot i ciekawostek.

 

 

 

Kto mógł pisać o historii techniki tak, że czytało się to a wypiekami na twarzy? Tylko ktoś, kto oglądał to, o czym pisał własnymi oczami. Witold Rychter – pionier polskiej motoryzacji, kierowca rajdowy (motocykle i samochody). Uczestnik samochodowych rajdów europejskich, zwycięzca Rajdu Polski (1938 i 1947) i rekordzista w prędkości jazdy motocyklem (1926 rok). Lotnik z licencją akrobacyjną. To ci dopiero człowiek z pasją! A na dokładkę także żołnierz wojny 1920 roku, pancerniak z 1939, żołnierz AK i uczestnik Powstania Warszawskiego.

 

 

W latach 80. zdobyłem jeszcze dwie pozycje pana Witolda; SKRZYDLATE WSPOMNIENIA i MOJE DWA I CZTERY KÓŁKA. W tych bogato ilustrowanych pamiętnikach można dopiero wpaść po uszy w przygody.

 

Niesamowita dusza. Pasjonat, który całe życie starał się trwać przy tym, co go kręciło. Opisywał niezwykły świat pionierów. Ale co bardzo ważne – dokumentował go.

http://archiwa.rychter.com/

 

Jego książki to skarbnica historycznych zdjęć. Jego opowieść to gawęda. A miejsca, ludzie i świat sprzed 100 lat są żywe i w zasięgu ręki. Nie byłoby dobrze zapomnieć o takim człowieku.

ZBRODNIA I KARA

Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski, Zbigniew Podgórzec

O tej książce powiedziano i napisano już wszystko.

 

Dlatego zamiast wtórnego ględzenia chciałbym oddać głos pewnym młodym ludziom. Młodym w momencie, kiedy napisali ten tekst i nagrali piosenkę. Sam miałem wtedy tylko nieco mniej od nich. Za to do dzisiaj niezmiennie trwa we mnie przekonanie, że postawili najważniejsze pytanie, dla którego warto nadal czytać tę książkę.

 

 

 

 

 

PRZYBYCIE MAKBETA

 

Dzień dobry zły Makbecie,
Witamy w naszym świecie.
Dzień zły dobry Makbecie,
Witamy w piekle.

Znajdziesz tutaj kolegów po fachu,
Morderców, oszustów, łajdaków.
Łajdaków! (2x)

Chciałbym Cię o coś zapytać,
Mój drogi Makbecie.
Zanim weźmiesz prysznic,
W piekielnej toalecie.

Nie widziałeś na drodze,
Człowieka z Petersburga?
Czekamy tu na Niego,
Już od zeszłego grudnia!

Nie widziałem nikogo, mój drogi Szatanie,
Możesz mi wierzyć,
Makbet nigdy nie kłamie!

A więc On nie przyjdzie,
Choć Piekło tak wierzyło w Niego.
Raskolnikow nie przyjdzie,
Dlaczego? (20x)

 

PRZYBYCIE MAKBETA - VIDEO

Dobry człowiek

Bar dobrych ludzi - J.R. Moehringer

„Nauczyciele kontrolowali moje życie, moją przyszłością rządziły cechy dziedziczne i ślepy los. Ale Bill i Bud wciąż wpajali mi, że umysł należy tylko do mnie i nic tego nie zmieni. Powtarzali, że odpowiednio wybierając książki – właściwe książki – i czytając je wolno, uważnie, zachowam kontrolę przynajmniej nad tą jedną częścią”.

 

Miałem spore opory do tematu. Bo co może być atrakcyjnego w nocnym barze (zwłaszcza po lekturze Bukowskiego)? Na okładce zachęta w stylu – „każdy ma swoje sanktuarium, dla niektórych może być to bar”. Matko i córko! Co to za bzdety!

 

Na dodatek są to wspomnienia wrażliwego chłopaka wychowywanego bez ojca, za którym tęskni w sposób rozpaczliwy. Czym się zachwycać w opisach dzieciństwa i młodości bez odpowiedzialnego mężczyzny w bezpośredniej rodzinnej bliskości?

 

A jednak.

W miejsce mniej lub bardziej słusznych pretensji za doznane w dzieciństwie krzywdy dostałem nie wspomnienia faktów i zdarzeń, ale ciepłe, wrażliwe spojrzenie na otaczający świat. Każdy kolejny rozdział to opis wszelkiego możliwego dobra jakie dziś autor widzi w tym fragmencie swojego życie. Absolutnie wszelkiego. Podane tak naturalnie, ciepło, pogodnie – że łzy stają w oczach. I nie ma tu nic z ckliwości. Choć nie ma tu też czeskiego humoru, książka jest napisana z taką delikatnością i ciepłem jak „Śmierć pięknych saren”.

 

Chciałem napisać, że dawno nie przeczytałem tak mądrej i życiowej książki. Z tym, że ten zwrot w tym przypadku to banał. Ja po prostu zazdroszczę autorowi i bohaterowi TAKIEGO spojrzenia na świat i życie.

 

PS
Przy okazji mały kamyczek do dyskusji o różnicach płci. Kobiety troszczą się o rzeczywistość całościowo. Patrzą w przód, w tył i obejmują teraźniejszość i przyszłość. Martwią się o wszystko. Dbają o każdy element otoczenia. W sprawnie działającym zestawie tych wszystkich elementów widzą szczęście. I tym szczęściem obdarzają bliskie osoby. Mężczyźni - żeby istnieć, być, rozwijać się, przeżywać szczęście - potrzebują drobnych gestów, słów, zdarzeń od czasu do czasu. I to wystarczy, żeby wędrować dalej.

 

Równouprawnienie nigdy nie będzie jednakowym szczęściem dla wszystkich.

Cieszyć się tym, co mamy

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu - Haruki Murakami, Jędrzej Polak

„Bez względu na to, jak przyziemna wydaje się nam jakaś czynność, jeśli zajmuje nas wystarczająco długo, staje się aktem kontemplacyjnym”.

 

„Powiem coś banalnego. Jeśli – jak powiadają – rzecz jest warta zrobienia – trzeba poświęcić jej wszystkie siły, a nawet niekiedy więcej”.

 

Otrzymałem ostatnio przyjacielskie upomnienie, że czytając prozę Murakamiego wciąż wybieram pozycje, które nie są sztandarowymi tytułami sławiącymi kunszt autora. Faktycznie – tym razem miałem do czynienia z rodzajem refleksyjnego notatnika. Nie ma więc za bardzo możliwości komentowania warsztatu, fabuły itp.

 

Jest nieco”zgrzebnie”, za to sumiennie, systematycznie i wytrwale. Chyba nie muszę dodawać, że tak lubię. Na co dzień lubię. Wolę wypracowane, wymęczone i wyszarpane efekty od przypadków.

 

I dodatkowy bonus - w pewnym momencie (w pewnym wieku) sportowa rywalizacja zyskuje bardzo ciekawe pole odczuwania, walki, postępu, smaku. Nie jest kwestią zwycięstwa, ale pokonywania, przełamywania (tu można wkleić różne określenia) i czerpania z tego faktu nieznanych wcześniej satysfakcji. I to akurat rozumiem, współodczuwam i „współsmakuję”.

 

„Mogę się starać ze wszystkich sił, ale wątpię, bym osiągnął czas, w jakim kiedyś biegałem. Jestem gotów na to przystać. Nie jest to najradośniejszy z życiowych faktów, ale wraz z wiekiem trzeba się z nim pogodzić. Czas i ja mamy własne role do odegrania. (…) A jednym z przywilejów tych, którzy nie umarli młodo, jest błogosławieństwo starzenia się.”

 

„Z wiekiem uczymy się cieszyć tym co mamy. To jedna z niewielu dobrych rzeczy związanych ze starzeniem się.”

Arcydzieło

Arcydzieło - Morris West, Krzysztof Aleksander

Po sensację sięgam oczekując szybkiej akcji, zajmującej fabuły i zaskoczeń co drugi rozdział.

 

Nie co dzień korzystam z tego działu literatury. Dlatego trochę niepokojące są moje późniejsze utyskiwania - że było płytko, miałko i ledwo dało się czytać. Niby ma być luźno, ale oczekuję, że będzie dokładnie i precyzyjnie. Niby ma być fikcja, ale wolałbym bardziej prawdopodobną historię. Niby bohater jest policjantem, dziennikarzem, nauczycielem akademickim – a ja widzę tylko, że to skończony idiota. Ciężko mnie zadowolić.... Ze względu na coraz regularniej występujące zjawisko, skłaniam się do wniosku, że problemem jestem ja – nie książki, po które sięgam.

 

A tu nagle ARCYDZIEŁO – dobra, stara pozycja. Autor „egzotyczny” (z Australii). Akcja we Włoszech, Europie i USA. Fabuła nie naciąga zbiegów okoliczności do granic absurdu. Przeciwnie – przypadki przecież się zdarzają, więc dlaczego ich nie wykorzystać. W dodatku w miarę rozwoju fabuły niemal każdy dialog głównego bohatera to skomplikowana partia szachów, pojedynek na szpady, błyskotliwy efekt intelektualnego wysiłku nieprzeciętnego umysłu. Świetne emocje czytelnicze. I przyjemność z lektury.

RODZINA

Kres wędrówki - Robert Janas

KRES WĘDRÓWKI to debiut. Z tego co wiem cała seria przeleżała w szufladzie dość długo. Na tyle długo, że jej pierwsi słuchacze zdążyli dawno wyrosnąć nie tylko ze słuchania historii czytanych przez rodziców do snu, ale w ogóle z takiej literatury.

 

[Bez obaw – do dobrych książek z dzieciństwa można zawsze wrócić pod byle pretekstem ;) ].

 

Jeśli napiszę, że bohaterami są trzej bracia: Lech, Czech i Rus – to kwestię treści będę miał „z głowy”. Szczegóły historii można poznać osobiście (zapoznać z nimi dzieci lub wnuki) dość łatwo, bo ebook do drogich nie należy.

 

Jest za to jedna rzecz, które nie dawała mi spokoju od początku do końca pierwszego tomu historii. Nie bardzo wiem jak to określić, żeby nie popaść natychmiast w banał – a raczej zachęcić do osobistego przekonania się czy mam rację.

 

Rodzina Gorazda – ojca trzech braci, bardzo się kocha. Z każdej strony wyglądają drobiazgi, które skutecznie o tym przekonują. Czytanie tej książki jest jak poznawanie nowej interpretacji legendy z wplecionymi obrazkami pani Puuung – tylko dostosowanymi do czasów i okoliczności. Na dodatek jest ich znacznie więcej, bo sceny dotyczą jeszcze braci i sióstr. A w żadnym przypadku nie jest to ckliwe czy przesłodzone.

 

Czyżby to już był ten czas, kiedy można przypomnieć sobie (poznać) dobre książki adresowane do młodszych czytelników? Okazja zdaje się być wyśmienita.

 

http://www.grafolio.com/puuung1/illustration.grfl?page=2&folderNo=351&tabType=Y