Znam swoje – chwalę cudze

Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman, Paulina Braiter

Fikcja literacka sprawia, że możemy wniknąć w cudze głowy, w cudze miejsca, spojrzeć na świat obcymi oczyma. A potem historia kończy się, nim zginiemy, czy też umieramy w niej – śmiało i na niby, by w świecie poza opowieścią obrócić stronę, zamknąć książkę i wrócić do własnego życia.



To cytat z Gaimana, ale cała historia to wina BEZCENNEGO – pana Miłoszewskiego. Choć pamiętałem recenzję Pirlim Pem Pem skusiłem się na promocję e-booka. Pomyślałem sobie, że sensacja nie każdej kobiecie musi się podobać, a ja potrzebowałem właśnie czegoś lekkiego. Dla odpoczynku i „odmóżdżenia”. Ale jak zwykle – chytry dwa razy traci. Moja wzrastająca z wiekiem upierdliwość i czepianie się drobiazgów pozwoliły przebrnąć jedynie przez pierwsze 20 - 30(?) stron. W każdym razie wystarczająco, żeby dowiedzieć się o totalnej niewiedzy autora na tematy, które zechciał włączyć do akcji swojej książki. Nic nie wie o samotnym wychowywaniu dzieci, a z tematami wspinaczkowymi wyraźnie zetknął się w amerykańskim filmie z Sylvestrem S. w roli głównej. I na tym poprzestał. Nie znam dalszych szczegółów BEZCENNEGO - ale nie jestem już ich ciekaw. Zostałem z „niesmakiem w oczach”.


Z desperacją zanurkowałem w Gaimana.

I dokładnie tego było mi trzeba.

 

Wy ludzie mówicie o życiu i śmierci jakby to były dwie rzeczy wzajemnie się wykluczające. Jakby nie istniała rzeka, będąca równocześnie drogą, czy pieśń będąca kolorem. (...) Musisz pamiętać, że życie i śmierć to dwie strony tej samej monety.

 

Znowu potwierdziło się, że na styku gatunków łatwiej trafić na coś ciekawego, oryginalnego. Trochę sensacji, trochę fantasy, umiejętnie wkomponowany moralitet. I gotowe. Pięknie napisane i niegłupie. Lekkie, a jednocześnie delikatnie skłaniające do refleksji. Z naciskiem na delikatnie. Najlepsze, że to co mądre i życiowe wyskakuje w toku powieści jakby „niechcący” i „przy okazji”.

Po prostu świetne!