Poncjusz Piłat

Reblogowane od Na piaskach moich snów:

Rebloguję wpis od ZATAPIAM SIĘ W SŁOWACH bo nigdy za dużo dobrych słów o tej książce.

Choć o MISTRZU I MAŁGORZACIE pisałem "niedawno" -
http://cygan.booklikes.com/post/13874/galeria-pieciu-obrazow - to do tej jednej powieści na pewno można i warto wracać regularnie. 
Z różnych powodów...
Kto wie, komu z nas i gdzie "Anuszka już rozlała olej"... ;)

 

 

Ach, słodka wolności Internetu! Szczerze się cieszę z możliwości publikowania czegokolwiek bez imienia, bez naszywki, którą ma moja osoba, bez krępacji, że ktoś mnie zaczepi i powie coś. Nie ważne, co to by było. To jest akurat nieistotne. Ale prawdą jest, że boję się krytyki, boję się, że w tym co piszę jest za dużo mnie. A mając możliwość anonimowości nie muszę się lękać, że ktoś mnie rozpozna.

 

 

Trochę czasu minęło odkąd pisałam ostatnią recenzję, ale to nic. To naprawdę nic, bo skupiałam się (a raczej próbowałam skupić) na swoim życiu, na to, co się z nim dzieje, a dzieje się coraz gorzej. Na obowiązkach, na nauce, na historii - i mojej, i świata. I w jakiś sposób ten czas minął. Lecz - cytując najnowszy singiel BMTH

 

I'm not okay.

 

Jak już wspomniałam - nie za łatwy to dla mnie okres życia. W momencie, w którym byłam pewna co do mojej przyszłości, co do tego, co chcę robić, co studiować, czym się zająć, znalazły się osoby, które chyba za wszelką cenę chcą mnie odwieźć od tych marzeń i planów. 

 

And I can't take one more moment of this silence. 

 

To dla mojego dobra - jak sami mówią. Chciałabym tylko, by widzieli świat moimi oczami.

 

Wielkim przełomem dla mnie była rozmowa z Panią Lizak. Lubi ona rozmawiać z ludźmi i wiedzieć o nich wszystko bądź niemal wszystko. Dla własnego dobra nie powinno się przed nią ukrywać prawdy. Tak więc - jest już po rozmowie, czuję się świetnie (gdyby nie uczucie otyłości spowodowane połknięciem jakiegokolwiek pożywienia), myślę nad datą, którą zaproponowała na następne spotkanie i czuję, że ono nie będzie takie łatwe oraz przyjemne. Ale to nie teraz ma być przyjemnie, a później, prawda?

 

Jako, że wypadałoby przejść do właściwej części tego tekstu, koniec gorzkich żalów, bo nie chcę się nad sobą roztkliwiać.

 

Nie ukrywam, że czytałam tę powieść dwa razy. Pierwszy raz - jakieś trzy lata temu, zachęcona opiniami bibliotekarki i polonistki. Wpadłam z burzą loków na głowie do księgarni i nie opuściłam jej, dopóki nie zapłaciłam za swój własny, prywatny egzemplarz tej powieści o miłości (której nie lubię; tak sobie wracam do wieku przedszkolnego, w którym słowo miłość budziło największe obrzydzenie) i sztuce w życiu człowieka. Początkowo obawiałam się, że to będzie kolejna lektura z grupy tych, które nużą. Ale nie tym razem.

 

Zacznijmy jednak od sentencji, którą raczy czytelników autor. 

...Więc kimże w końcu jesteś?

- Jam jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.

Jest to fragment Fausta, którego zamierzam na dniach przeczytać. Już nie ze względu na to, że to moja lektura - o nie. Chcę poznać tę powieść od innej strony. Bo czuję, że warto. I tak, Mistrz i Małgorzata zaczyna się w sposób niespodziewany. Któż by pomyślał, że właściwym - dla mnie, ale niekoniecznie dla polonistów - głównym bohaterem będzie Szatan? Ale to jaki! Elegancki, ironiczny, inteligentny, kulturalny, prawdziwy erudyta i poliglota. Któż by widział w nim diabła? Istotę z rogami, z ogonem, straszną, zapowiadającą męki?

 

Prawda jest taka, że autor wyraźnie nakreśla zło. Ale w ludzkiej postaci. I okazuje się, że ten diabeł nie jest tak naprawdę winny temu, jak postępują ludzie. On podsyca - owszem. Prowokuje - jak najbardziej. Ale nigdy do niczego nie zmusza. Sam nigdy nie przejawia zła. Wręcz przeciwnie - na corocznym balu stara się ukoić dusze cierpiących. To przygnębiające, że to człowiek jest źródłem cierpienia. A nie siła nadprzyrodzona.

 

O państwach totalitarnych, o ich specyfice ustrojowej, o działaniach jakie podejmują osoby rządzące innymi osobami słyszał każdy. Każdy też kojarzy tekst: uprzejmie informuję, jego nie da się nie znać. Każdy słyszał o usuwaniu niewygodnych ludzi. O cenie, jaką trzeba zapłacić za głoszenie prawdy w czasach cenzury. O tym, że jeśli nie wpisujemy się w kanon obowiązków - to tak naprawdę lada chwila przestaniemy istnieć. Dzięki tej opowieści możemy poznać takie życie od podszewki. Donosicielstwo, cenzura, znikanie ludzi - całkowicie niewyjaśnione, zresztą. I w samym środku stoi sztuka oraz człowiek. Jesteś autorem, który wychyla się za bardzo? Zaraz coś poradzimy, jakieś łóżko w psychiatryku i po sprawie. Czyli totalitaryzm - głupota ludzi wielkich - w ogromnym skrócie.

 

To, co, a w sumie kto, jest najtrudniejszy do opisania, to Piłat. Prawdę powiedziawszy - nie wiem co mam sądzić o tej postaci. Jak każdy chrześcijanin znam historię Poncjusza, ale tę biblijną. W niej nie ma mowy o migrenie, o cierpieniu. Bo byłby zbyt ludzki? To właśnie uczynił Mistrz. Ukazał kogoś, kto miał skazać jednego z najważniejszych osób w dziejach całej ludzkości na śmierć, jako postać zwyczajnie cierpiącą i oczekującą na ratunek, na pomoc, na zrozumienie. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale dla mnie Piłat był właśnie ucieleśnieniem kogoś rozdartego, kogoś zniszczonego wewnętrznie. Czułam współczucie, gdy po raz kolejny zmuszona byłam do wysłuchania opowieści o jego bezwzględności. Tym samym, stał się on moją ulubioną postacią w tej książce. Kimś, kto był mi bliski przez cały czas, gdy miałam okazję o nim czytać.

 

Na pochwałę autor zasługuje za postać Behemota. Kocur i to nie byle jaki! Uwaga, chodzi na tylnych łapach, jeździ tramwajem, pije spirytus, gra w szachy i udaje, że nie umie strzelać. Ni to psotnik, ni ważniak. Czasem niebezpieczny i nieobliczalny, czasem miły i czarujący. Ale zawsze przejawia typowo ludzkie zachowanie. I to jest w nim piękne.

 

Mistrz. I Małgorzata. Romans piękny, romans niemal czysty, ale romans zdecydowanie tragiczny. Cóż można było się spodziewać po informacji o posiadaniu przez Margot męża? Ja osobiście obstawiałam, że wystrzela on połowę bohaterów (to było trzy lata temu, a ja byłam świeżo po jakiejś książce Kinga), co się oczywiście nie stało. I jak nigdy, podoba mi się to, co połączyło Mistrza i Małgorzatę. Uczucie nieznające granic. Oddanie Margot stało się symbolem. Jej ratowanie płonących rękopisów, jej oczekiwanie, jej zaprzedanie duszy diabłu. To wszystko jest niesamowite. A jednocześnie właśnie piękne.

 

Rękopisy nie płoną.

 

Chciałabym, by to była prawda. 

 

Anorektyczna książkoholiczka pozdrawia. Już niebawem znowu się pojawię!