Matura z polskiego

W minioną niedzielę podczas rodzinnej (u przyjaciół) uroczystości dotarło do mnie, że do matury z języka polskiego można się doskonale (to nie sarkazm) przygotować NIE CZYTAJĄC ŻADNEJ lektury. Tak jest ukształtowany program. Takie są jego wymagania i oczekiwania.

 

Strasznie mi żal, że wystarczy już tylko wiedzieć o czym są książki; że nie uczy się jak je smakować.

Pani Basiu polonistko ze szkoły podstawowej.

Pani Aniu – polonistko z liceum.

Bardzo Wam dziękuję.

Cieszę się, że miałem szczęście trafić do klas, w których uczyłyście.

 

 

Na deser bonusik, żeby nie było tak tęskno, smutno i marudnie.

Też maturalny. Bo dla mojej rozmówczyni również nadszedł ten czas.

 

Dialog przebiegał mniej więcej tak:

 

- Nie podobał mi się BARON DRZEWOŁAZ. Postacie nie były dopracowane. Historia też trochę wymuszona.

- Ale nie ona jest tu najważniejsza. Fabuła i bohaterowie to tylko pretekst, żeby autor mógł wypowiedzieć to, co miał do powiedzenia.

- Doskonała literatura powinna spełniać oba te warunki

- No dobrze, to w takim razie podaj mi przykład literatury doskonałej

- Hemingway?

- No, chyba nie. Bardziej mistrz opisu, oddawania żywej rzeczywistości.

- Conrad?

- Trochę tak, ale nie do końca. To mocno wysublimowany etyk. Trochę oderwany od codziennego brudu.

- A Waltari?

- …................

- Masz coś więcej oprócz EGIPCJANINA SINUHE?

- Jasne :) Na jutro Ci przygotuję.

 

 

Spokojnego popołudnia i dobrej nocy wszystkim maturzystom.

 

PS. Synu, maturę zdawałeś dosyć dawno temu, ale mam nadzieję, że to przeczytasz.