Nie wszystko jak krew w piach

Ferdydurke Lekcja literatury z Jerzym Jarzębskim i Andrzejem Zawadzkim - Witold Gombrowicz

Jakże zachwyca, skoro nie zachwyca? - pyta mój Młody z egzemplarzem książki w ręce.

 

W szkole nie przeczytałem. Nie dlatego, że nie chciałem. Chciałem bardzo. Cała klasa chciała. Ale jedyny znay nam egzemplarz posiadały nie miejskie biblioteki, tylko nasza polonistka. Ksero nie istniało. Tzn. istniało, ale w drugim obiegu i nazywało się powielacz. A te leżały zabiezpieczone przez władzę w milicyjnych magazynach. Te, które nie leżały służyły komuś innemu niż uczniowie szkoły średniej. Tylko dzięki polonistce mogliśmy poznać fragmenty i zrobić inscenizację na studniówkę.

 

Po co to piszę? Bo dzięki tej historii książka przetała być dziwna i nudna. Nabrała smaków, poddekstów i mój Młody połknął ją szybko i z zaciekawieniem. Tak samo jak ja.

Wreszcie :)