Ślepe serce

Obcy - Albert Camus

Przebijanie się przez kolejne myśli, słowa i relacje bohatera było jak brnięcie w mule. Cokolwiek robi, nie ma to dla niego żadnego znaczenia ani wartości. Życzyłby sobie, żeby tak samo nie miało to znaczenia także dla innych.

 

- Lepsza praca dla mnie? Podróże? Ale po co? To co robię mi wystarcza.

 

- Czy cię kocham? Czy wyjdę za ciebie? Nie ma to znaczenia. Mogę wyjść za Ciebie jeśli ci na tym zależy.

 

- Dlaczego po pierwszym strzale podszedł pan i strzelił do niego jeszcze cztery razy?

- Nie wiem, to przez słońce.

 

- Czy żałuję? Nie. Czuję tylko przykry dyskomfort spowodowany całą sytuacją.

 

- Nie wierzę w Boga. Nie będę się nad tym zastanawiał. Nie będę traciła czasu nad zastanawianiem się nad tym co mnie nie interesuje.

 

W tej historii jest duszno. Można odczuć fizyczne mdłości. Chciałem zatytułować te zapiski - CHWAST, ale to zakłada jakąś celowość w działaniu bohatera. Celowość choćby pasożytniczą, zachłanną – ale zawsze. A to nie pasuje do niego. Myślałem o uschłym drzewie, ale to suponuje wcześniejsze istnienie i życie. A tu nic takiego nie było. Nie ma celu, sensu, wartości, empatii, uczuć głębszych. Nie ma nic. Przypadkowa wegetacja.

 

Obcy – ósmy pasażer Nostromo miał cel i sens istnienia. Ten „Obcy” jest anty istnieniem, anty człowieczeństwem, anty społecznym czymś – obcym dla wszystkiego co ludzkie. Obcym nawet dla dobrych zwierzęcych instynktów.

 

Sumienie niepokonywalnie błędne.

Ze ślepym sercem w połączeniu.