Da się... Nie da się...

Świąteczna wizyta w rodzinnym domu zaowocowała jak zwykle myszkowaniem po strychu. Efekt? Cztery tomy z serii Z PISM JOSEPHA CONRADA wydane przez PIW w 1958 roku. Na pierwszy ogień poszło 6 OPOWIEŚCI.

 

W pisaniu Conrada jest „coś” bliskiego i znajomego. Może stąd, że to Polak, który tak szybko i tak dobrze opanował język angielski – że karierę pisarką zdobył pisząc w języku nowej ojczyzny.

 

Jest też w jego tekstach ogromna żywość i precyzja przenosząca czytelnika błyskawicznie już nie tylko w opisywane „miejsca i czasy”, ale również we wnętrza bohaterów i ich rozterki, myśli, problemy, emocje.

 

6 OPOWIEŚCI jest niezwykłe jeszcze pod jednym względem. Każdą z opowieści dzieli niemal wszystko. Dlaczego zatem autor zebrał i wydał je razem? Oprócz tytułu każda z nich otrzymała przydomek. Jest więc opowieść romantyczna, ironiczna, oburzająca, desperacka, wojskowa i patetyczna.

 

Odebrałem je jako kaprys autora, który zechciał obudzić w czytelniku konkretne „afekty”. To jakiś rodzaj zabawy demiurga, bo emocje czytelnika są podczas lektury nadal posłuszne zamysłom autora. Przez ponad 80 lat od powstania książki nic się nie zmieniło. Jego tekst wciąż porusza gdzieś w środku te wybrane tajemnicze miejsca rodzące bunt, wzruszenie, niepokój, uśmiech, złość, ulgę.

 

Czy da się to dzisiaj czytać?

Oczywiście!

Za to nie da się oderwać ;)