Otwarte oczy

Nigdziebądź - Neil Gaiman

Wydawałoby się, że od lektury książek Gaimana można oczekiwać wyłącznie dobrej rozrywki. Rozrywka rzeczywiście jest tu doskonała. Ale ta konkretna historia fantasy pozszywana jest z drobin zwykłej rzeczywistości. Szarawe kawałki składające się na: dzień dobry, do widzenia, śniadanie, biuro, lunch, wieczorny mecz w telewizji - i to wszystko co zdarza się pomiędzy nimi.

 

Mozolnie, powoli, opornie – bohaterowi (i nam) otwierają się oczy. Wizja Gaimana przedmioty, miejsca, sytuacje i zdarzenia znane z naszej codzienności zmienia w świat równoległy – funkcjonujący tuż obok, pod nogami, za ścianą, nad głową. Jest tam – ze swoją dziwną logiką i żelaznymi zasadami.Świat z rzeczy, ludzi oraz istot… o których zapomnieliśmy. Szeroko otwarte oczy można co prawda zamknąć. Ale najfajniejsze jest to, że tego co się widziało, nie da się już potem ani zignorować, ani zapomnieć.

 

PS.

Klimatem jesteśmy niepokojąco blisko zdarzeń (snów?), które spotkały pewną Alicję. Jest tu mnóstwo zabawy słowami i poza tym sporo skojarzeń, dygresji, odnośników - do dobrej literatury. Nie byłem w stanie sprawdzić tego osobiście, ale jeśli wierzyć mądrzejszym ode mnie - oryginał od nich, aż kipi. A nie zawsze widać to w tłumaczeniu.