72 litery

Siedemdziesiąt dwie litery - Ted Chiang

Zbiorek to... 18 lat pracy autora. Nie za dużo tego, ale w tym konkretnym przypadku jakość skutecznie rekompensuje ilość. Jest logicznie, spójnie, intelektualnie – naukowo wręcz. Gość naprawdę wie, co pisze. Zna dziedzinę, w której się porusza.

 

Każde opowiadanie to zestaw zaskakujący. Jedyne co je łączy, to osoba autora. Różni je wszystko: forma; miejsce akcji; okoliczności; pomysł i świat (uniwersum), w którym dzieje się historia. Właśnie takie nagłe przeskoki okoliczności są przyczyną „zaburzeń” zdumionego czytelnika. Mówiąc wprost – skupienie w jednym miejscu takiej liczby pereł ma skutki uboczne w postaci rozbieganych myśli i urywanych zdań na temat tego co się właśnie przeczytało. Lepiej byłoby dawkować je pojedynczo, z przerwami, z czasem na przemyślenie. Tak – dokładnie to miałem na myśli. Są skonstruowane tak, że nie da się zostawić historii, którą się właśnie skończyło i pójść dalej.

 

Również dlatego nie można bezpiecznie komentować treści tak, żeby nie odebrać komuś przyjemności z lektury. Mam swoje preferencje i tylko odrobinę, minimalnie odsłonię co mnie konkretnie porwało i oczarowało.

 

WIEŻA BABILONU – za rewelacyjny koncept

 

ZROZUM – mistrzostwo świata za całość, absolutny numer jeden całego tomu

 

WYDECH – za cud (cud czyli coś niewyobrażalnie wyjątkowego i zaskakującego) uniwersum i wszechświat zamknięty na kilku stroniczkach

 

KUPIEC I WROTA ALCHEMIKA – za niepopularną, ale bardzo ważną mądrość przemyconą w historii jakby żywcem wyjętej z „Księgi 1001 nocy”

 

CO MA CIESZYĆ OCZY – za... niemówiłem ;)

 

72 LITERY – za wspaniałe uniwersum

 

HISTORIA TWOJEGO ŻYCIA oraz DZIELENIE PRZEZ ZERO – za wyjątkową „przestrzenność” i smutną piękność tych historii

 

 

 

Książka trafiła do mnie znienacka.

Nie szkodzi.

Niewiele jest lepszych tematów do dyskusji, niż kilka osób zarażonych entuzjazmem i czytających tę samą pozycję :)