Błazen?

Batman Apollo - Wiktor Pielewin

Zachodni styl życia wymaga od człowieka potwornej ilości zabawy. Każdego dnia, w każdej sekundzie. Kultura zachodnia opiera się na jednym tajnym aksjomacie - że życie upływające w atrakcyjnych wizualnie formach, już przez to samo jest do zaakceptowania. 

 

Pielewin przyzwyczaił mnie do ogromnej świeżości w każdej swojej książce. To pierwszy przypadek, kiedy książka jest kontynuacją wcześniejszej pozycji. Temat, pomysł i forma BATMANA APOLLO to dalszy ciąg EMPIRE V. To nie wada, choć cała otoczka pozostała ta sama. To co najważniejsze i tak rozgrywa się na drugim planie.

 

Bo akcja to pretekst do zaglądania w mało popularne miejsca, gdzie powinien znajdować się rozum, sumienie i takie tam podobne do nich.

 

Idąc za tokiem myśli autora niewiele tu optymizmu. Czy świat jest tak beznadziejny? Nie, ale to, co sami sobie ustaliliśmy jako normy i zwyczajowe wzorce stawia przed nami mało optymistyczną alternatywę. Albo jestem bezmyślnym konsumentem, albo błaznem. Pielewin wybiera bycie błaznem. Ale bliżej mu do Stańczyka, który o najpoważniejszych sprawach mówi tak, że można uśmiechać się, czy wręcz śmiać. Ale serce pozostaje smutne.

 

Zgromadzone tu sprzęty dzieliły od siebie tak wielkie przestrzenie, że sala robiła wrażenie prawie pustej. I z tego samego powodu - niesamowicie zbytkownej; wszak o sukcesie w naszych czasach świadczą nie tyle zgromadzone w ludzkiej siedzibie obiekty materialne, ile odległości między nimi.