Dom z papieru

Dom z papieru - Andrzej Sobol-Jurczykowski, Carlos María Domínguez

niech pan spróbuje oświetlić świecami jakiś obraz olejny, a dostrzeże pan, że zyskuje on wówczas całkowicie inny wygląd niż zazwyczaj. To nowy obraz, cienie nabierają życia i można powiedzieć, że nie ma zasadniczej różnicy między światłem, jakie rodzi się z pigmentów i oleju, a pokojem, w którym się znajduje. Przestrzenie wydłużają się i wchodzi pan w inny wymiar. Coś podobnego dzieje się z pewnymi książkami, gdyż stronica też jest wspaniałym rysunkiem. Grą linii i niewielkich figur, które płyną od samogłoski do spółgłoski, powodowane własnym rytmem i kompozycją, i nigdy nie jest bez znaczenia wielkość druku, rodzaj czcionki, rozmiar marginesów, grubość papieru, to, czy paginacja jest z prawej, czy pośrodku - nieskończoność szczegółów, jakie tworzą piękny przedmiot...

 

Maleńka książeczka. Jest w niej akcja. Opowiadana jest historia. Ale to co najistotniejsze to zaczarowany, naprawdę zaczarowany świat ludzi, dla których książki są CAŁYM światem. Z pozoru są podobni do każdego z nas. Jednak ich wzorce postępowania, zasady życia, funkcjonowania, hierarchie wartości są bardzo i zupełnie inne od tych, które znamy.

 

...Bez względu na to, jak nowa jest książka i jak bardzo biały ma papier, światło świec ją patynuje, wydobywając w cudowny sposób wartości i odcienie. A korytarze stają się wprost wspaniałe.

 

Jakie korytarze? - spytałem zaskoczony.

To stara dyskusja. Nikt nie wie z całą pewnością, czy chodzi o talent autora, czy o zalety wydania . Opinie są podzielone. Ale wielu czytelnikom wystarczy spojrzeć na korytarze, żeby wiedzieć, czy książka jest dobra i czy zasługuje na przeczytanie.

 

(… ) podszedł do biblioteki, wyjął stare wydanie Eugenii Grandet i włożył mi do ręki. Poprosił, żebym je otworzył i poszukał na dowolnej stronie pionowych czy skośnych korytarzy utworzonych przez odstępy między wyrazami. Rzeczywiście odkryłem długie korytarze, które przedłużały się z linijki na linijkę, przekraczały akapity, czasem znikały i podejmowały drogę ukośnie, od prawej do lewej, od lewej do prawej, albo spadały pionowo w dół.

 

Pisarz, który nie wyczuwa rytmu frazy nie potrafi tego osiągnąć. Jeżeli kaleczy język umieszczając w jednym zdaniu dwa czy trzy wyrazy dłuższe niż czterosylabowe, z konieczności przerywa korytarz i, oczywiście również zaburza rytm.

 

(…) Nieudolne wydanie, które operuje zbyt małą lub zbyt dużą czcionką, także zniekształca te figury, którymi oko sekretnie się cieszy.

 

Wyjątkowość tej pozycji bardzo ściśle łączy się z jej wyglądem. Trzymamy w ręku perełkę. Twarda oprawa. Dodatkowa obwoluta. Zszyte karty z tasiemką jako zakładką. Format tomików poezji. „Ciepły” kremowy papier. Układ graficzny pełen światła i dużych marginesów. Do tego czytelna czcionka w brązach korespondujących z papierem. Gdyby była wydana inaczej – jej treść miałaby znacznie utrudnione dotarcie do czytelnika. A przekaz dotyczyłby nie wiadomo czego.

 

PS

Ponieważ w historii duże znaczenie ma SMUGA CIENIA Josepha Conrada, nie odmówiłem sobie tej przyjemności i odświeżyłem naszą znajomość :)