Wałbrzyski cud

Piaskowa Góra - Joanna Bator

Doskonały skecz Marka Gungora (czy aby na pewno skecz?) dostępny wciąż na yt, opisujący różnice między mózgiem kobiety i mężczyzny jest dowodem na to, że tej książki nie mógł napisać mężczyzna. Nie mógł, bo z racji budowy swojego mózgu, nie byłby do tego zdolny.

 

Tysiące „pudełek” w naszych głowach na wszystko co spotyka mężczyznę w życiu (osoby, działania, czynności, myśli) nie stykają się ze sobą. Każda zaczyna się, trwa, kończy i przechodzi do kolejnej. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Pomysł, realizacja, efekt. Zawsze jeden, a dopiero po nim kolejny.

 

Gdyby PIASKOWĄ GÓRĘ napisał mężczyzna byłaby to historią pewnej rodziny w rzeczywistości międzywojennej Polski, II wojny światowej, PRL i odzyskania niepodległości. Ale byłaby mało odkrywcza i bardzo, bardzo nudna...

 

W mózgu kobiety wszystko łączy się ze wszystkim. Od myśli, skojarzeń, połączeń wszystko iskrzy i trzeszczy. I właśnie taka jest ta historia. Płynący słowotok zdarzeń, uczuć, historii. Słowa na stronicach szumią i gnają jak górski strumień po burzy. W zdaniach nie muszą występować wielkie litery. Wystarczają przecinki, średniki, wykrzykniki i dwukropki.

 

Jednak nie ma tu bałaganu. To machina szalonego konstruktora, gdzie wszystko kipi i wrze, ale równocześnie doskonale działa. Śmiech i dreszcze, komedia i dramat sąsiadują ze sobą bez zgrzytu. Przeskoki czasowe niczego nie burzą, przeciwnie – pozwalają coraz lepiej i wyraźniej zobaczyć całość.

 

A zakończenie... Jakie znów zakończenie? Życie toczy się dalej. A na półce czeka już CHMURDALIA z dalszymi losami bohaterów.