SENSACJA NA LEPSZYM POZIOMIE

Do domu było daleko - Marek Kędzierski Męska sprawa - Marek Kędzierski

Po powieści Marka Kędzierskiego (wszystkie!) sięgam regularnie. Najnowsza DO DOMU BYŁO DALEKO czeka jeszcze na przeczytanie, ale jej wydanie zbiegło się ze wznowieniem jego pierwszej książki MĘSKIEJ SPRAWY – od której wszystko się zaczęło. Myślę, że warto o niej napisać i to zdecydowanie pozytywnie.

 

Zwykle o literaturze sensacyjnej pisze się krótko.

Dobra/zła

Warto/nie warto przeczytać – plus kilka innych zastrzeżeń.

To książki do odpoczynku.

O ile można tak powiedzieć o powieściach, dla których zarywa się noc.

 

Autor ma swój styl. Konsekwentny w każdym kolejnym tomie. Można go akceptować, polubić, pokochać lub... uznać za nieodpowiedni (niech to wystarczy za zastrzeżenie).

 

Teraz o plusach.

Marek Kędzierski jest autorem bogatym w pomysły. Nie trzeba długo czekać na nowe tomy z jego nazwiskiem na okładce. Ale powód, że sięgam po nie chętnie jest inny. Oprócz wyobraźni jego książki pełne są zaskakującej dokładności. Przekonałem się o tym namacalnie.

 

Bohater MĘSKIEJ SPRAWY porusza się w przestrzeni doskonale mi znanej (w ogromnej jej części). Czytając – widziałem je nie jako niekreślone i zawieszone gdzieś w wyobraźni autora, ale dokładnie umiejscowione w konkretnej rzeczywistości. On opisywał miejsca. Ja niemal czułem ich zapach. Po tzw. „wzorcach zachodnich” nie spodziewałem się takiej dokładności w NASZEJ literaturze sensacyjnej. To jednak nie wszystko.

 

W pewnym momencie zacząłem WIERZYĆ w treść opisywanych zdarzeń (w tej i kolejnych powieściach). Oczywiście, rozumiem, że na potrzeby książki pewnie zostały odpowiednio podkreślone i mocno skondensowane, ale... splotem bardzo przyjemnego zbiegu licznych pozytywnych okoliczności stałem się słuchaczem baaaardzo ciekawej relacji, a mój Młody właścicielem pewnego zdjęcia z dedykacją Sławomira Petylickiego.  Od tego czasu MESKĄ SPRAWĘ i kolejne powieści chętnie polecam przyjaciołom i znajomym (a potem walczę o odzyskanie pożyczonych egzemplarzy).

 

Nie byłem przekonany do pisania tutaj ostatniego akapitu, dopóki nie znalazłem stosownego wpisu na blogu autora (z dnia 28 sierpnia 2013):

http://marek-kedzierski.blogspot.com/

 

W tym momencie chyba już mi wolno ;)