Uwaga Spoiler!

MIKROKOSMOS?

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Książka była zacnie gruba. Młody polecał, więc czemu nie spróbować?

 

No i opłaciło się.

Stworzone zgodnie z najlepszymi regułami gatunku METRO 2033 można połykać całymi haustami. Ciężko zająć się innymi tematami, zdecydować się na sen lub przeciwnie na wstanie rano z łóżka. Całość wciąga jak kiedyś „telewizornia”.

 

Natłok zbiegów okoliczności budził początkowo obawy – czy to na pewno literatura „dla dorosłych”? Ale autor nie zawiódł zaufania. Podziękowania ze wtręty, sceny poboczne i zaskakujące dialogi. I za zakończenie.

 

Opisywane moskiewskie metro to mikrokosmos odbijający nasze człowiecze społeczeństwo. I nie jest to obraz ciepły, pogodny i przychylny ludziom. A finał akcji rozwijającej się przez prawie 600 stron brzmi jak zatrzaśnięcie ciężkich drzwi. A my zostajemy zamknięcie za nimi - w ciemnościach.

 

Można się pokusić o przypuszczenie, że książka to forma terapii na małą depresję u inteligentnego, zorientowanego w świecie i społeczeństwie korespondenta wojennego i dziennikarza.

 

Tylko skąd taki sukces powieści i tłumaczenia na kilkadziesiąt języków?

Czyżby jednak miał rację?