Cztery tomy

Biała gwardia - Michaił Bułhakow

Wygląda na to, że książki dzielę i komentuję według tego co jest ich przedmiotem, albo ze względu na wspaniały język, jakim zostały napisane. I staram się unikać przykrych zaskoczeń – kiedy może się okazać, że nie znajdę w lekturze ani jednego, ani drugiego. A jeśli już się tak zdarzy, nie mam skrupułów przed podziękowaniem autorowi i wydawcy przed końcem utworu.

 

BIAŁĄ GWARDIĘ Bułhakowa słuchałem ze starego (bardzo starego) audiobooka. Ale nawet mankamenty jakości nagrania nie zmniejszyły ogromnej przyjemności słuchania historii pisanej tak pięknym językiem. Akcja osadzona w warunkach wojennych w niczym autorowi nie przeszkodziła. Gdzieś w wyobraźni oglądałem obrazy kształtowane jego precyzyjnymi, a jednocześnie malarskim porównaniami. Czasem perełką literacką stają się właśnie teksty krótkie, wycyzelowane, dopracowane w każdym szczególe przez wybitny talent i ciężką pracę autora. Tu mamy tylko króciutki fragmencik z życia rodziny. Niby nic specjalnego. Za to swoboda z jaką Bułhakow opowiada tworzy utwór tak lekki, swobodny, piękny - pasujący momentami do poezji. Historia pisana w ten sposób mogłaby trwać i trwać – mogłaby być sagą, niekończącą się opowieścią. Mogłaby mieć cztery opasłe tomy.
I wcale nie byłoby jej dość.