CO Z TĄ BAŚNIĄ?

Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni - Colin Duriez

Baśń została przeniesiona do literatury dziecięcej – takie podejście jest niesprawiedliwe – zarówno w stosunku do baśni jak i do dzieci.

 

Baśń – utwór prowadzący do „ozdrowienia”, czyli do odnowienia prawdziwego znaczenia zwykłych i skromnych rzeczy składających się na życie ludzkie i rzeczywistość – takich jak miłość, myśl, drzewo, wzgórze, jedzenie.

 

Zacznę od końca.

Większe wrażenie niż sama książka zrobiła na mnie rosnąca w trakcie lektury pewność opisywanej przyjaźni Lewisa i Tolkiena. Ze względu na różnice, które ich dzieliły, problemy jakie potrafiła sprawiać każdemu z nich i wzajemny wpływ – który nie zawsze był słodką śmietanką. Potrafił też ciążyć. Bo chyba taka jest realna PRZYJAŹŃ.

 

Kolejna myśl.

Jak dla mnie książka choć - zgodnie z tytułem – skupiona na osobach bohaterów, ich życiu i twórczości – jest twardym dowodem na to, że pewnych historii nie wolno ekranizować. Nie tylko dlatego, że historie opowiadane przez X. muzę są tworzone wg innych zasad i praw niż książki.

 

Za światem Tolkiena, który mogliśmy poznać z dosłownie kilku ukończonych pozycji, stoją opasłe tomy notatek, szkiców, niedokończonych utworów, które żmudnie budowały spójny, realny i rzeczywisty świat Śródziemia z jego historią, językami, mitologią. Stoi też nieprawdopodobnie głębokie wnętrze tego człowieka, które próbował komunikować światu z niezwykłą subtelnością i delikatnością we Władcy Pierścieni, Hobbicie, Silmarilionie i kilku opowiadaniach. Nawet czytając je z otwartą głową bardzo łatwo to pominąć, prześlizgnąć się po niezwykłych wydarzeniach, po szybkiej akcji, po magicznych postaciach. Łatwo nie zauważyć z braku... co najmniej 50 lat życia za sobą, z braku doświadczenia wojny z punktu widzenia linii frontu, z braku cierpliwości charakteryzującej konsekwentnie rozwijaną wiarę naukowca. I z braku rozmów z żywymi ludźmi – rozmów wykraczających poza pogodę, wyniki sportowe i komentarze do newsów z pudelka czy odzywki lokalnych polityków.

 

Zachwyt razy dwa

Obaj byli wyjątkowi i niezwykli. Jednocześnie pojawia się przekonanie, że gdyby gdzieś kiedyś nie trafili na siebie – żaden z nich nie byłby tak wyrazisty, tak konkretny i konsekwentny.Tak zaskakująco ciekawy.

 

Co jest w najbardziej urzekające u Tolkiena – to rzadka zdolność opisywania dobra, które można znaleźć w miejscach i w ludziach.(...)Jeśli Tolkien ma rację, świat stworzony przez opowieść w swym zamyśle mówi o czymś więcej niż on sam. Jego rdzeń tkwi w najgłębszej naturze rzeczywistości.(...) Wszystkie baśnie mogą się spełnić, ponieważ istnieje związek między tworzeniem ludzkim, a kreacją Boga.

 

Znając teraz choć w przybliżeniu życie Lewisa - ze szczególnie trudnymi do udźwignięcia momentami - mam szansę spojrzeć w innym świetle na jego twórczość. Odczytać na nowo – albo i po raz pierwszy – książki człowieka, który kiedyś podczas jazdy motocyklem (siedząc w bocznym wózku pojazdu prowadzonego przez brata) definitywnie i ostatecznie zmienił światopogląd z laickiego na religijny. Naprawdę – godne miejsce i czas na taką przemianę. To nie kpina. Na swój prywatny użytek całą scenę widzę czarno - białymi kadrami „Lawrence'a z Arabii”.

 

I jeszcze jeden cytat zamiast pointy.

 

Baśniowe opowieści mogą zapewnić Uzdrowienie i Ucieczkę. (...) Baśń jest rzeczywiście gatunkiem dla dorosłych, a nie dla dzieci. Istnieją czytelnicy, którzy cierpią na brak takich właśnie książek.