MARSKOŚĆ SERCA

Kocia kołyska - Kurt Vonnegut

Jakbym trafił na maraton filmów latającego cyrku Monty Pythona. Abstrakcyjny i czarny humor w takim natężeniu wydawał się być nie do zniesienie. Wydawał się... ale tylko przez pierwsze 20 – 30 stron.

 

Że niby KOCIA KOŁYSKA to księgą nieistniejącej religii; społeczna satyra; historia człowieka – jego wyborów i konsekwencji?

A może wszystko to razem?

Nie wiem.

 

Za to wiem, że autor przeżył wojnę w Ardenach, niewolę i dywanowe naloty na Drezno.

Wrócił do Stanów i próbował znaleźć swoje miejsce wśród ludzi.

Z kiepskim skutkiem.

Potem już tylko pisał.

 

Z taką przeszłością myślę, że niejedno mu wolno.

Tym bardziej, że logika jego historii jest żelazna.

Kpina – to wynik obserwacji ludzi i ich postępowania.

 

- Proszę pana, jak umiera człowiek pozbawiony pociechy literatury?

- Są dwie możliwości. Marskość serca, albo zanik systemu nerwowego.